Zatytułowałam ten post "Bar-mitzvah" zgodnie z nazwą tej uroczystości, ale zastanawiam się czy nie lepiej byłoby napisać "wielkie party w stylu Westchester...
Ponad 200 osób, wielgachny, ogrzewany namiot, DJ`e, kucharze, barmani, kelnerzy, popcorn, wata cukrowa, krewetki, przekąski, zakąski, główne dania, desery... standing/sitting party, fotografowie, wszystko zrobione w stylu football`owym, prezenty dla gości, osobne łazienki na zewnątrz...
TOO MUCH.
Było super, nie powiem, ale to impreza dla 13-stolatka. Pewnie gdybym ja była na jego miejscu byłabym wniebowzięta.
Tak mi się przypomniały podczas tej imprezy moje 13-ste urodziny.
10 znajomych ze szkoły, tort, pizza. Dla mnie były to najlepsze urodziny na świecie.
Nie, chyba jednak pozostaję przy kameralnych przyjęciach.
Ale żeby nie być gołosłowną dodam z jedno/dwa zdjęcia. Jakość słaba, robione z ukrycia tajne/poufne,ale zawsze!
Dziś zdałam sobie sprawę, że mój prezent w postaci karty podarunkowej do kina chyba zniknie w tłumie cash`u, który solenizant dostał od rodziny/przyjaciół. Nevermind.
A właśnie! Odnośnie giftów. Sytuacja przedstawia się tak, że każdy na kartce urodzinowej podpisuje się pod życzeniami (oczywiście fabrycznie wydrukowanymi) i na dole wpisuje kwotę jaką umieścił w kartce.
Co by tu jeszcze dodać...
Ogólnie bar mitzvah to przyjęcie organizowane z okazji 13-stych urodzin w rodzinach żydowskich. Chłopcy stają się po raz pierwszy "dorośli". Czekają tylko na 18-stkę. Dziewczynki mają Bat mitzvah. Dzień rozpoczyna się ceremonią w synagodze, gdzie chłopiec czyta, śpiewa wersety z Tory. Czasem pomaga mu w rym rabin. Rabin uzupełniany jest przez kantora, który śpiewa religijne pieśni.
Bardzo piękna ceremonia pełna śpiewów i języka hebrajskiego. Mimo, że nie rozumiałam słów, było to bardzo ciekawe doświadczenie.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz