środa, 14 stycznia 2015

odpukać w niemalowane

Wszystko mi wychodzi!

Nie wiem jak to się dzieję, ale co bym nie robiła to wychodzi na moje...
W sensie, że jestem zadowolona.
Jutro zaczynam kurs angielskiego. Mega się cieszę, bo początkowo miałam się uczyć w soboty. 
Nie powiem żeby mnie ten pomysł cieszył, bo 12 weekendów by mi przepadło...
Ale! Dzięki Bogu znalazłam kogoś komu chce się ze mną jeździć 3 razy w tygodniu do miasta położonego za daleko abym mogła sama tam jeździć.
Więc przemęczę w tygodniu, ale będę miała wolne weekendy
!!!

Życie jest piękne.

To tylko jeden z moich sukcesów, ale ogólnie wszystko się dzieje tak jak powinno.
A wyznacznikiem tego jest to, że jestem zadowolona! :D

wtorek, 6 stycznia 2015

Dziękuję...

Ten post będzie bardziej na temat... niedotyczący konkretnie tego jak spędzam tu czas etc., ale o tym co nadaje temu sens.

Spojrzałam na wcześniejsze posty, które publikowałam. 2 miesiące, ale zaczynam mieć inne spojrzenie.
Krytyka, która przeważała w moich wpisach aż mnie przeraziła. No bo dlaczego komentować innych?
Mogę się nie zgadzać z czymś, ale w sumie po co to komentować czy rozmyślać na ten temat?
Dla każdego cudze zachowania, tradycje mogą być dziwne, inne. 
Tylko niepotrzebnie, skoro i tak nikomu z tego nic nie przyjdzie. Moje wypociny nie zmienią niczego w tej sytuacji. Jedyną osobą poszkodowaną jestem w tym przypadku ja.
Całą frustrację przekładam na sprawy, które mnie w ogóle nie dotyczą. 

Można pomyśleć, że jest to obserwacja to nauka na cudzych błędach... dostrzeganie dobra i zła, ale tak naprawdę najwięcej dowiesz się jeśli zaczniesz obserwować siebie a nie innych.

Co lubisz? Pop, bo wszyscy tego słuchają?
Czego nie lubisz? Szpinaku, bo nikt go nie je?

Nie dowiesz się tego od innych. To możesz dowiedzieć się od siebie.

Zintegruj się ze sobą.




PS. Dziękuję... wszystkim możliwym powodom, które pozwoliły mi o tym pomyśleć.
I dlatego cieszę się, że tu jestem.

Święta, święta i po świętach...

To już drugi miesiąc jak tu jestem... A pomyśleć, że niedawno przyleciałam. Jak już wspominałam czas leci tu niemiłosiernie szybko, więc brak posta przez ostatnie parę tygodni nie jest czymś (przynajmniej dla mnie) zaskakującym. 

Co się działo?
  • przeżyłam amerykańskie święta :) było całkiem uroczo. Dużooooooooo prezentów- to fakt, ale poza tym cała rodzina się spotyka i jest naprawdę miło. Także złe nastawienie mogę uznać za coś niepotrzebnego. I zobaczyłam Świętego mikołaja!

  • Zrobiłam barszcz z uszkami więc święta pełną parą :)

  • A potem rodzinka pojechała na wakacje, co oznacza? Week off!!
  • Pojechałam do Philladelfii

  • spędziłam sylwestra w Ocean City (New Jersey)

A dzisiaj znów zaczynam kolejny dzień pracy...
Jestem za to zmotywowana jeszcze bardziej do przeżycia nie tylko tego dnia, miesiąca, roku, ale całego życia jako przygodę
Zobaczymy co los przyniesie :)
Najważniejsze to iść z uśmiechem i uczuciem zadowolenia przez życie!