piątek, 27 marca 2015

You are more precious than heaven and earth. What more can I say? You don't know your own worth.

W tym poście napiszę trochę o Osho.

Osho był, że tak powiem indyjskim mędrcem.
O jego biografii nie będę się zbytnio rozpisywać, bo nie uważam tego za bardzo konieczne. Przytoczę jednak jeden cytat, który bardzo zapada w pamięć...

"Nigdy nie żyłem w celibacie. Jeśli ludzie w to wierzą, jest to tylko ich głupota. Zawsze kochałem kobiety – możliwe, że kobiety bardziej niż kogokolwiek innego. Spójrzcie na moją brodę: zrobiła się siwa tak szybko, bo żyłem tak intensywnie, że skompresowałem w pięćdziesięciu, prawie dwieście lat życia.

Osho nie powie Ci jak żyć, ale jak znaleźć sens życia. To jest tak jakby całe życie być wiewiórką i udawać, że jest się sarną.
Niemożliwe, a jednak wielu ludzi to robi. Sama się na tym łapię dość często, ale na tym polega to życie.
Co dzień wstaje nowy dzień abyś mógł się czegoś nowego nauczyć, przeżyć, doświadczyć. Wystarczy szerzej otworzyć oczy.
Pracuję teraz z dziećmi. Możesz wierzyć lub nie, ale to wbrew pozorom wiele uczy.
Jest to nudne, nie powiem, czasem bardzo, ale uczy wytrwałości.
Dzieci robią to na co mają ochotę. Dorośli robią to co powinni lub wydaje im się, że powinni.
Każdego dnia staram się robić to na co mam ochotę. Nie zależnie czy jest to czytanie książki, bieganie, czy leżenie na łóżku i nic nie robienie.
System, w którym żyjemy zakłada, że należy ciągle być w biegu, kształcić się, nie dawać za wygraną.

A ja mówię:
LET IT GO!

Daj sobie czas. Studia studiami, praca pracą, ale życie masz tylko jedno. 
Baw się, ciesz jak tylko możesz, idź za głosem swojego SERCA.
Bierz ile się da, bo może nie być jutra.
Otwieraj się coraz bardziej do czasu aż uznasz, że jesteś dokończony.
Takiego uczucia chciałabym doświadczyć i takiego Tobie życzę.

A póki co, jeśli nie wiesz od czego zacząć, poczytaj sobie Osho lub po prostu usiądź i nie myśl o niczym.

"Natura doszła do punktu, w którym, jeśli nie podejmiesz osobistej odpowiedzialności, nie możesz dalej wzrastać. Nic ponadto natura uczynić nie może. Zrobiła wystarczająco dużo. Dała ci życie, dała ci okazję; teraz to, jak z niej skorzystać, pozostawiła tobie.

poniedziałek, 2 marca 2015

Zouk

Mówię, że tańczę ale nigdy nie wytłumaczyłam co dokładnie... 

Zouk jest to taniec karaibski, który wg Wikipedii zyskał popularność w latach 80-tych.
Ogólnie rzecz biorąc jest to styl, taniec, muzyka... jest mieszaniną reggae i calypso z dodatkiem wpływów muzyki amerykańskiej.

Sam taniec jest nazywany "sensual", co oznacza, że tańczy się go bardzo blisko. Dużo w nim wdzięku i gracji. Co ważne - nie polega on na przyklejeniu się do partnera ale na świadomym, pewnym wykonywaniu ruchów :) Nie można się tu zbytnio spinać, bo często występują tu body waves. Trzeba być świadomym swojego ciała. Każdy krok wychodzi się z bioder.

No ale! Dam przykład!




Jeżdżenie bez biletu...

Post poświęcony jeżdżeniu kolejami MTA w stanie NY.

Przez pierwsze 2 miesiące jeździłam jak na porządnego obywatela przystało z zakupionym biletem "both ways" do Grand Central Station i z powrotem do Katonah. Bilet taki kosztował mnie ok. 20$.
Zakładając, że chciałam pojechać w sobotę, wrócić i pojechać w niedzielę kosztowałoby mnie to 40$.

Nie chodzi tu o to, że jestem skąpa czy coś, ale wyobraź sobie sytuację, że nie musisz płacić za bilet, a to robisz... tragedia.

Tak więc, zapytałam mojego hosta, który pracuje w Nowym Jorku i oczywiście posiada bilet miesięczny czy by mi go nie pożyczył... zgodził się.
Problem jest taki, że bilety miesięczne mają zaznaczoną płeć osoby, która bilet kupiła. Zaznaczę, że nie wyglądam na mężczyznę...

Postanowiłam więc jak na zmyślnego Polaka przystało coś wykombinować. Z pomocą przyszła mi genialna Paula (koleżanka).
Dodam, że bilety jednorazowe, które kupowałam wcześniej nie mają zaznaczonej płci więc każdy może z nich korzystać.
Wracając do sedna... Paula wymyśliła,że mogę pytać gości na stacji czy nie chcieliby się ze mną wymienić na bilety na ok. 5 minut do czasu kiedy konduktor sprawdzi bilety i potem odmienić.

Tak też parę razy uczyniłam, jednak potem postanowiłam, że spróbuję na chama pokazywać bilet hosta zasłaniając haniebną literkę "M" (czyt. male-mężczyzna).

Guess what!!!
I did it!

Od pewnego czasu to robię i póki co nikt mnie na tym nie złapał.
Teoretycznie jeśli by się to stało to konduktor mógłby zabrać mi bilet mojego hosta kosztujący ponad 300 $, ale bądźmy dobrej myśli :)
Noszę jednorazowy bilet ze sobą więc w razie czego mam ubezpieczenie... 

Także Polakiem jesteś i nic co polskie nie jest ci obce :)
Najważniejsze nie dać się złapać...


Zapukałam...

Nie chodzę jednak na angielski w tygodniu...
Ale nic straconego :)
Zapisałam się na TOEFL preparation i wycieczkę do Montrealu...
TOEFL się przyda jeśli pewnego dnia postanowię zacząć studia, a wizyta w Montrealu... Chyba nie muszę tłumaczyć...
Minus jest taki, że przepadną mi warsztaty taneczne w marcu, które odbędą się w weekend... czyli w czasie kiedy będę się uczyć :/
Plusem jest to, że na początku maja będę DONE! żadnych więcej kursów, tylko podróże ^^

Ale cóż. Jeszcze się na takie zajęcia wybiorę :)
Postanowiłam też zmienić nieco sens mojego bloga, bo już wiem, że licznik mojego pobytu w Stanach się zwiększy... na pewno o rok.

A potem?
Jeszcze nie wiem, ale pomysłów mam mnóstwo.

Od ostatniego posta nieco ruszyłam z nowościami :
  • zaczęłam chodzić na siłownie ... w sumie głównie ćwiczę jogę i "kick boxing" (nie do końca wygląda to tak jak sobie można wyobrazić),
  • kupiłam bilety na Puerto Rico!!! lecę 10 kwietnia,
  • mam w planie kupić aparat... robie dead line do trzech tygodni...
  • zaczęłam się uczyć hiszpańskiego,
  • chodzę na zajęcia z zouku w soboty,
  • czekam na wiosnę...
  • chcę przedłużyć pobyt tu i polecieć do Californii,
  • będę zdawać test na nowojorskie prawo jazdy...
Nie wiem czy mogę coś jeszcze dodać, ale to chyba mój ostatni post typu bla bla... Postaram się dodawać coś z "życia wzięte :D

środa, 14 stycznia 2015

odpukać w niemalowane

Wszystko mi wychodzi!

Nie wiem jak to się dzieję, ale co bym nie robiła to wychodzi na moje...
W sensie, że jestem zadowolona.
Jutro zaczynam kurs angielskiego. Mega się cieszę, bo początkowo miałam się uczyć w soboty. 
Nie powiem żeby mnie ten pomysł cieszył, bo 12 weekendów by mi przepadło...
Ale! Dzięki Bogu znalazłam kogoś komu chce się ze mną jeździć 3 razy w tygodniu do miasta położonego za daleko abym mogła sama tam jeździć.
Więc przemęczę w tygodniu, ale będę miała wolne weekendy
!!!

Życie jest piękne.

To tylko jeden z moich sukcesów, ale ogólnie wszystko się dzieje tak jak powinno.
A wyznacznikiem tego jest to, że jestem zadowolona! :D

wtorek, 6 stycznia 2015

Dziękuję...

Ten post będzie bardziej na temat... niedotyczący konkretnie tego jak spędzam tu czas etc., ale o tym co nadaje temu sens.

Spojrzałam na wcześniejsze posty, które publikowałam. 2 miesiące, ale zaczynam mieć inne spojrzenie.
Krytyka, która przeważała w moich wpisach aż mnie przeraziła. No bo dlaczego komentować innych?
Mogę się nie zgadzać z czymś, ale w sumie po co to komentować czy rozmyślać na ten temat?
Dla każdego cudze zachowania, tradycje mogą być dziwne, inne. 
Tylko niepotrzebnie, skoro i tak nikomu z tego nic nie przyjdzie. Moje wypociny nie zmienią niczego w tej sytuacji. Jedyną osobą poszkodowaną jestem w tym przypadku ja.
Całą frustrację przekładam na sprawy, które mnie w ogóle nie dotyczą. 

Można pomyśleć, że jest to obserwacja to nauka na cudzych błędach... dostrzeganie dobra i zła, ale tak naprawdę najwięcej dowiesz się jeśli zaczniesz obserwować siebie a nie innych.

Co lubisz? Pop, bo wszyscy tego słuchają?
Czego nie lubisz? Szpinaku, bo nikt go nie je?

Nie dowiesz się tego od innych. To możesz dowiedzieć się od siebie.

Zintegruj się ze sobą.




PS. Dziękuję... wszystkim możliwym powodom, które pozwoliły mi o tym pomyśleć.
I dlatego cieszę się, że tu jestem.

Święta, święta i po świętach...

To już drugi miesiąc jak tu jestem... A pomyśleć, że niedawno przyleciałam. Jak już wspominałam czas leci tu niemiłosiernie szybko, więc brak posta przez ostatnie parę tygodni nie jest czymś (przynajmniej dla mnie) zaskakującym. 

Co się działo?
  • przeżyłam amerykańskie święta :) było całkiem uroczo. Dużooooooooo prezentów- to fakt, ale poza tym cała rodzina się spotyka i jest naprawdę miło. Także złe nastawienie mogę uznać za coś niepotrzebnego. I zobaczyłam Świętego mikołaja!

  • Zrobiłam barszcz z uszkami więc święta pełną parą :)

  • A potem rodzinka pojechała na wakacje, co oznacza? Week off!!
  • Pojechałam do Philladelfii

  • spędziłam sylwestra w Ocean City (New Jersey)

A dzisiaj znów zaczynam kolejny dzień pracy...
Jestem za to zmotywowana jeszcze bardziej do przeżycia nie tylko tego dnia, miesiąca, roku, ale całego życia jako przygodę
Zobaczymy co los przyniesie :)
Najważniejsze to iść z uśmiechem i uczuciem zadowolenia przez życie!