Post poświęcony jeżdżeniu kolejami MTA w stanie NY.
Przez pierwsze 2 miesiące jeździłam jak na porządnego obywatela przystało z zakupionym biletem "both ways" do Grand Central Station i z powrotem do Katonah. Bilet taki kosztował mnie ok. 20$.
Zakładając, że chciałam pojechać w sobotę, wrócić i pojechać w niedzielę kosztowałoby mnie to 40$.
Nie chodzi tu o to, że jestem skąpa czy coś, ale wyobraź sobie sytuację, że nie musisz płacić za bilet, a to robisz... tragedia.
Tak więc, zapytałam mojego hosta, który pracuje w Nowym Jorku i oczywiście posiada bilet miesięczny czy by mi go nie pożyczył... zgodził się.
Problem jest taki, że bilety miesięczne mają zaznaczoną płeć osoby, która bilet kupiła. Zaznaczę, że nie wyglądam na mężczyznę...
Postanowiłam więc jak na zmyślnego Polaka przystało coś wykombinować. Z pomocą przyszła mi genialna Paula (koleżanka).
Dodam, że bilety jednorazowe, które kupowałam wcześniej nie mają zaznaczonej płci więc każdy może z nich korzystać.
Wracając do sedna... Paula wymyśliła,że mogę pytać gości na stacji czy nie chcieliby się ze mną wymienić na bilety na ok. 5 minut do czasu kiedy konduktor sprawdzi bilety i potem odmienić.
Tak też parę razy uczyniłam, jednak potem postanowiłam, że spróbuję na chama pokazywać bilet hosta zasłaniając haniebną literkę "M" (czyt. male-mężczyzna).
Guess what!!!
I did it!
Od pewnego czasu to robię i póki co nikt mnie na tym nie złapał.
Teoretycznie jeśli by się to stało to konduktor mógłby zabrać mi bilet mojego hosta kosztujący ponad 300 $, ale bądźmy dobrej myśli :)
Noszę jednorazowy bilet ze sobą więc w razie czego mam ubezpieczenie...
Także Polakiem jesteś i nic co polskie nie jest ci obce :)
Najważniejsze nie dać się złapać...