poniedziałek, 2 marca 2015

Zouk

Mówię, że tańczę ale nigdy nie wytłumaczyłam co dokładnie... 

Zouk jest to taniec karaibski, który wg Wikipedii zyskał popularność w latach 80-tych.
Ogólnie rzecz biorąc jest to styl, taniec, muzyka... jest mieszaniną reggae i calypso z dodatkiem wpływów muzyki amerykańskiej.

Sam taniec jest nazywany "sensual", co oznacza, że tańczy się go bardzo blisko. Dużo w nim wdzięku i gracji. Co ważne - nie polega on na przyklejeniu się do partnera ale na świadomym, pewnym wykonywaniu ruchów :) Nie można się tu zbytnio spinać, bo często występują tu body waves. Trzeba być świadomym swojego ciała. Każdy krok wychodzi się z bioder.

No ale! Dam przykład!




Jeżdżenie bez biletu...

Post poświęcony jeżdżeniu kolejami MTA w stanie NY.

Przez pierwsze 2 miesiące jeździłam jak na porządnego obywatela przystało z zakupionym biletem "both ways" do Grand Central Station i z powrotem do Katonah. Bilet taki kosztował mnie ok. 20$.
Zakładając, że chciałam pojechać w sobotę, wrócić i pojechać w niedzielę kosztowałoby mnie to 40$.

Nie chodzi tu o to, że jestem skąpa czy coś, ale wyobraź sobie sytuację, że nie musisz płacić za bilet, a to robisz... tragedia.

Tak więc, zapytałam mojego hosta, który pracuje w Nowym Jorku i oczywiście posiada bilet miesięczny czy by mi go nie pożyczył... zgodził się.
Problem jest taki, że bilety miesięczne mają zaznaczoną płeć osoby, która bilet kupiła. Zaznaczę, że nie wyglądam na mężczyznę...

Postanowiłam więc jak na zmyślnego Polaka przystało coś wykombinować. Z pomocą przyszła mi genialna Paula (koleżanka).
Dodam, że bilety jednorazowe, które kupowałam wcześniej nie mają zaznaczonej płci więc każdy może z nich korzystać.
Wracając do sedna... Paula wymyśliła,że mogę pytać gości na stacji czy nie chcieliby się ze mną wymienić na bilety na ok. 5 minut do czasu kiedy konduktor sprawdzi bilety i potem odmienić.

Tak też parę razy uczyniłam, jednak potem postanowiłam, że spróbuję na chama pokazywać bilet hosta zasłaniając haniebną literkę "M" (czyt. male-mężczyzna).

Guess what!!!
I did it!

Od pewnego czasu to robię i póki co nikt mnie na tym nie złapał.
Teoretycznie jeśli by się to stało to konduktor mógłby zabrać mi bilet mojego hosta kosztujący ponad 300 $, ale bądźmy dobrej myśli :)
Noszę jednorazowy bilet ze sobą więc w razie czego mam ubezpieczenie... 

Także Polakiem jesteś i nic co polskie nie jest ci obce :)
Najważniejsze nie dać się złapać...


Zapukałam...

Nie chodzę jednak na angielski w tygodniu...
Ale nic straconego :)
Zapisałam się na TOEFL preparation i wycieczkę do Montrealu...
TOEFL się przyda jeśli pewnego dnia postanowię zacząć studia, a wizyta w Montrealu... Chyba nie muszę tłumaczyć...
Minus jest taki, że przepadną mi warsztaty taneczne w marcu, które odbędą się w weekend... czyli w czasie kiedy będę się uczyć :/
Plusem jest to, że na początku maja będę DONE! żadnych więcej kursów, tylko podróże ^^

Ale cóż. Jeszcze się na takie zajęcia wybiorę :)
Postanowiłam też zmienić nieco sens mojego bloga, bo już wiem, że licznik mojego pobytu w Stanach się zwiększy... na pewno o rok.

A potem?
Jeszcze nie wiem, ale pomysłów mam mnóstwo.

Od ostatniego posta nieco ruszyłam z nowościami :
  • zaczęłam chodzić na siłownie ... w sumie głównie ćwiczę jogę i "kick boxing" (nie do końca wygląda to tak jak sobie można wyobrazić),
  • kupiłam bilety na Puerto Rico!!! lecę 10 kwietnia,
  • mam w planie kupić aparat... robie dead line do trzech tygodni...
  • zaczęłam się uczyć hiszpańskiego,
  • chodzę na zajęcia z zouku w soboty,
  • czekam na wiosnę...
  • chcę przedłużyć pobyt tu i polecieć do Californii,
  • będę zdawać test na nowojorskie prawo jazdy...
Nie wiem czy mogę coś jeszcze dodać, ale to chyba mój ostatni post typu bla bla... Postaram się dodawać coś z "życia wzięte :D