sobota, 29 listopada 2014

Thanksgiving

Szczelę drugiego posta, a co.
Naprawili mi internety po 2 tygodniach to mogę poszaleć.

Chciałam trochę napisać o tym charakterystycznym święcie obchodzonym co roku w listopadzie przez rzeszę Amerykan w Junajted Stejts of aMurika.
Nie wdając się w szczegóły chodzi o to, że kiedy pierwsi koloniści przypłyneli do Ameryki, nie mieli co jeść, a Indianie jako dobrzy ludzie pomogli im przeżyć. Z tego powodu co roku dziękują za pomoc uzyskaną przez dobrodusznych tubylców. Dzieje się to w każdy czwarty czwartek listopada.

Ale przejdźmy do rzeczy, czyli obecnego świętowania Dnia Dziękczynienia.
Każdego roku w NYC organizowana jest parada z tej okazji. Głównym jej sponsorem jest WIELKA firma Macy's, w której można kupić wszystko. 
Parada przechodzi przez całe miasto, wybrane ulice są zamknięte (trasa jest zmieniana co roku), ludzie tłoczą się przy bramkach, żeby zobaczyć platformy, wielkie balony postaci z kreskówek, filmów, marek firm(głównie Macy's). Jest zimno, Starbucks jest zatłoczony, na ulicach nie wsadzisz szpilki, a jeśli umówisz się z kimś na jakiejś ulicy to musisz określić po jakiej stronie stoisz, bo przed drogę wytyczoną dla parady przejść nie wolno. Trzeba skorzystać z subway, albo wykazać się umiejętnościami teleportacji.
Cała impreza trwa ok 3h (od 9 am do 12.30 pm).
Warto iść, ale większość Amerykan na to nie przychodzi, ponieważ:
  1. Uważają, że to dla turystów.
  2. Lepiej widać w telewizji.
Ja zaliczam się do turystów, więc OCZYWIŚCIE BYŁAM.
A oto parę zdjęć z tej uroczystości:






Widzicie te tłumy??? NIESAMOWITE.

No a potem udałam się na święto Dziękczynienia z moją rodzinką.
Pewnie w każdym Amerykańskim domu jest nieco inaczej, ale opiszę jak było u mnie.

  1. Posiadówa, chatting, kręcenie się pod nogami.
  2. Akward family pictures.
  3. Dinner- i tu uwaga-
  • indyk pokrojony na plastry,
  • zapiekane ziemniaki z marshmallows`ami, 
  • kawałki chleba z mięsem i cebulą... 
  • marchewka, cukinia i pieczarki - wszystko zmarynowane(masakra), 
  • słodkie ziemniaki... 
  • sałata z żurawiną, 
  • cottege cheese(nie wiem z czym to miało współgrać...) 
  • fasokla szparagowa w śmietanowo-serowym sosie, 
  • sosy ciemne, 
  • masło, 
  • chleb kukurydziany, ciabatta (WTF?), suche pieczywo z kminkiem, 
  • żurawina w żelu... hmmm. 
Po dinnerze:
  1. Chatting.
  2. Deser:
  • cheesecake,
  • tort czekoladowy,
  • pumpkin pie,
  • ciasteczka,
  • rolada czekoladowa(?)
Następnie nastał czas na rozmowę polityczną na temat imigrantów i płacenia za ich opiekę zdrowotną, czyli typowe zderzenie demokratów i republikan
A potem już w sumie było sprzątanie i 9pm.

Powiem szczerze, że uznaję ten dzień za pełen wrażeń...

UP TO DATE

Co nowego...

Jesień niestety już przeminęła i aura od mojego przyjazdu zmieniła się z takiej:


Na taką...


Nie narzekam, ale... ZAMARZAM!

Wiem, że jest 29.11, dzień po Thanksgiving czyli Black Friday i powinnam być po dzikich zakupach z kurtką puchową w garści.

Mimo to byłam na Black Friday ze znajomymi i proszę co uwieczniłam:



NIGHTMARE! 
Ludzi od groma, nie dało się przejść! A prawda jest taka, że jeśli zaoszczędza na produktach 100$ to mogą sobie pogratulować. Samochodów na parkingach jest tyle, że nie ma miejsca dla ludzi, a ich właściciele przelewają się przez sklepy z siłą rakiet odrzutowych. Karty kredytowe, pieniądze, kupony latają wszędzie. Toalety pozapychane, narodowości tysiące, a ja tylko stałam i przyglądałam się tym ludziom... A na ich twarzach wymalowany był SZAŁ.

I jeśli mi ktoś jeszcze raz powie, że "you can used to this", to chyba wybuchnę śmiechem.



czwartek, 13 listopada 2014

Amerykańskie habits...

Od razu napiszę, że jest tego sporo...
wyszczególnie w punktach co mnie najbardziej szokuje:

  1. Jedzenie... na to właściwie przydałby się osobny post... tak też uczynię.
  2. Opakowania plastikowe!
  3. Używają ich na potęgę! Idziesz do sklepu, kupujesz 30 produktów, wychodzisz z 15 siatkami... O.o Ale! najważniejsze, że segregują butelki plastikowe! -.-
  4. Śmieci... Liczyć je można w tonach. Po co używać szklanych (regularnych) talerzy skoro można wziąć kartonowy i go potem wyrzucić? 
  5. Pieniądze. Są dwa razy większe niż w Polsce- mając 10 $ w papierkach czujesz się jak bogacz z bilonem w ręce.
  6. Odległości- nie da się tu nigdzie dojść piechotą- znaczy może się da jeśli ktoś mieszka w centrum miasta no, ale mi się trafiły przedmieścia- jest tu ślicznie, cud miód i wgl, ale sklep jest z 10 mil dalej więc na pieszą wycieczkę się nie wybieram.
  7. Busy! Wszyscy są zajęci, noszą często buty w domu, bo za chwilę gdzieś wychodzą...
  8. Elektryczność/elektronika itp. WSZĘDOBYLSKA! mam...ok 20 gniazdek przy czym mój pokój ma max. 20/30 m^2
  9. Plastikowe pojemniczki - są wszędzie! Każdy ich używa- lodówka się od nich roi!
  10. Ludzie od wszystkiego- może nie wszędzie tak jest, ale : sprzątaczka, ogrodnik, designer, człowiek od wody,basenu, czyszczenia, okien, anything... Ale z drugiej strony daj sobie radę z takim domem w pojedynkę- impossible.
  11. Wielkość- wszystko jest tu z trzy razy większe- szampon, lampka nocna, łyżeczka do herbaty...
Jak coś mi się przypomni to po prostu dodam do listy...

środa, 12 listopada 2014

Pierwsze wrażenia...

Moja rodzinka jest mega super i ich wszystkich kocham!
Ogólnie to nie mogę się jeszcze przyzwyczaić do mojego planu dnia, bo się ciągle zmienia...
Nie mam jeszcze mojego schedule, ale pod koniec tygodnia mam go dostać.
Opiekuję się głównie małą dwulatką, więc nie ma tu dużej filozofii... codzienna rutyna.

Póki co to byłam tylko raz w NYC na tripie z innymi au pairs and that's it!
Jestem tu od piątku i dzieje się tu tyyyle,że nie ogarniam...
Jest tu wiele ichniejszych przyzwyczajeń, które są (przynajmniej dla mnie) nowe.