Szczelę drugiego posta, a co.
Naprawili mi internety po 2 tygodniach to mogę poszaleć.
Chciałam trochę napisać o tym charakterystycznym święcie obchodzonym co roku w listopadzie przez rzeszę Amerykan w Junajted Stejts of aMurika.
Nie wdając się w szczegóły chodzi o to, że kiedy pierwsi koloniści przypłyneli do Ameryki, nie mieli co jeść, a Indianie jako dobrzy ludzie pomogli im przeżyć. Z tego powodu co roku dziękują za pomoc uzyskaną przez dobrodusznych tubylców. Dzieje się to w każdy czwarty czwartek listopada.
Ale przejdźmy do rzeczy, czyli obecnego świętowania Dnia Dziękczynienia.
Każdego roku w NYC organizowana jest parada z tej okazji. Głównym jej sponsorem jest WIELKA firma Macy's, w której można kupić wszystko.
Parada przechodzi przez całe miasto, wybrane ulice są zamknięte (trasa jest zmieniana co roku), ludzie tłoczą się przy bramkach, żeby zobaczyć platformy, wielkie balony postaci z kreskówek, filmów, marek firm(głównie Macy's). Jest zimno, Starbucks jest zatłoczony, na ulicach nie wsadzisz szpilki, a jeśli umówisz się z kimś na jakiejś ulicy to musisz określić po jakiej stronie stoisz, bo przed drogę wytyczoną dla parady przejść nie wolno. Trzeba skorzystać z subway, albo wykazać się umiejętnościami teleportacji.
Cała impreza trwa ok 3h (od 9 am do 12.30 pm).
Warto iść, ale większość Amerykan na to nie przychodzi, ponieważ:
- Uważają, że to dla turystów.
- Lepiej widać w telewizji.
Ja zaliczam się do turystów, więc OCZYWIŚCIE BYŁAM.
A oto parę zdjęć z tej uroczystości:
Widzicie te tłumy??? NIESAMOWITE.
No a potem udałam się na święto Dziękczynienia z moją rodzinką.
Pewnie w każdym Amerykańskim domu jest nieco inaczej, ale opiszę jak było u mnie.
- Posiadówa, chatting, kręcenie się pod nogami.
- Akward family pictures.
- Dinner- i tu uwaga-
- indyk pokrojony na plastry,
- zapiekane ziemniaki z marshmallows`ami,
- kawałki chleba z mięsem i cebulą...
- marchewka, cukinia i pieczarki - wszystko zmarynowane(masakra),
- słodkie ziemniaki...
- sałata z żurawiną,
- cottege cheese(nie wiem z czym to miało współgrać...)
- fasokla szparagowa w śmietanowo-serowym sosie,
- sosy ciemne,
- masło,
- chleb kukurydziany, ciabatta (WTF?), suche pieczywo z kminkiem,
- żurawina w żelu... hmmm.
Po dinnerze:
- Chatting.
- Deser:
- cheesecake,
- tort czekoladowy,
- pumpkin pie,
- ciasteczka,
- rolada czekoladowa(?)
Następnie nastał czas na rozmowę polityczną na temat imigrantów i płacenia za ich opiekę zdrowotną, czyli typowe zderzenie demokratów i republikan
A potem już w sumie było sprzątanie i 9pm.
Powiem szczerze, że uznaję ten dzień za pełen wrażeń...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz