wtorek, 2 grudnia 2014

Bar-mitzvah

Zatytułowałam ten post "Bar-mitzvah" zgodnie z nazwą tej uroczystości, ale zastanawiam się czy nie lepiej byłoby napisać "wielkie party w stylu Westchester...

Ponad 200 osób, wielgachny, ogrzewany namiot, DJ`e, kucharze, barmani, kelnerzy, popcorn, wata cukrowa, krewetki, przekąski, zakąski, główne dania, desery... standing/sitting party, fotografowie, wszystko zrobione w stylu football`owym, prezenty dla gości, osobne łazienki na zewnątrz...

TOO MUCH.

Było super, nie powiem, ale to impreza dla 13-stolatka. Pewnie gdybym ja była na jego miejscu byłabym wniebowzięta.
Tak mi się przypomniały podczas tej imprezy moje 13-ste urodziny.
10 znajomych ze szkoły, tort, pizza. Dla mnie były to najlepsze urodziny na świecie.
Nie, chyba jednak pozostaję przy kameralnych przyjęciach.

Ale żeby nie być gołosłowną dodam z jedno/dwa zdjęcia. Jakość słaba, robione z ukrycia tajne/poufne,ale zawsze!




Dziś zdałam sobie sprawę, że mój prezent w postaci karty podarunkowej do kina chyba zniknie w tłumie cash`u, który solenizant dostał od rodziny/przyjaciół. Nevermind.
A właśnie! Odnośnie giftów. Sytuacja przedstawia się tak, że każdy na kartce urodzinowej podpisuje się pod życzeniami (oczywiście fabrycznie wydrukowanymi) i na dole wpisuje kwotę jaką umieścił w kartce. 

Co by tu jeszcze dodać...
Ogólnie bar mitzvah to przyjęcie organizowane z okazji 13-stych urodzin w rodzinach żydowskich. Chłopcy stają się po raz pierwszy "dorośli". Czekają tylko na 18-stkę. Dziewczynki mają Bat mitzvah. Dzień rozpoczyna się ceremonią w synagodze, gdzie chłopiec czyta, śpiewa wersety z Tory. Czasem pomaga mu w rym rabin. Rabin uzupełniany jest przez kantora, który śpiewa religijne pieśni. 

Bardzo piękna ceremonia pełna śpiewów i języka hebrajskiego. Mimo, że nie rozumiałam słów, było to bardzo ciekawe doświadczenie.

1.12...

Jest już pierwszy grudnia...
Właśnie do mnie doszło, że ten czas tu nie pędzi, ale ma jakieś turbo doładowanie!

Może nie minął jeszcze pełen miesiąc od mojego przyjazdu mimo to czuję,że chce podsumować to co do tej pory zrobiłam tutaj.

  1. Byłam na meczu amerykańskiego football`u i na TAILGATING (wytłumaczę co to potem).
  2. Odwiedziłam parę razy NYC.
  3. Zaczęłam uczyć się bachaty i zouku.
  4. Nauczyłam się korzystać z automatycznej skrzyni biegów.
  5. Przeżyłam spotkanie z LCC i pierwszy meeting z innymi au pair.
  6. Straciłam 250 $ przez internet.
  7. Poznałam główne drogi prowadzące do najbliższych miast.
  8. Byłam na Bar-mitzvah najstarszego z chłopców.
  9. Brałam udział w Thanksgiving i paradzie nowojorskiej z tej okazji.
  10. Wzięłam udział w Black Friday! szaleństwo.
  11. Straciłam poczucie czasu (patrz tytuł)
  12. Odkryłam, że oprócz Black Friday istnieje coś takiego jak Cyber Monday.
  13. Zapisałam się na kurs angielskiego.
  14. Przełamałam parę stereotypów.
  15. Byłam na lodowisku obok Rockefeller Center.
  16. Zjadłam dobre pierogi na Brooklynie.
  17. Poznałam parę wartościowych ludzi.