Proces przygotowawczy

Proces przygotowawczy O.O

Mniej więcej w lutym zaczęłam interesować się wyjazdem jako Au Pair. Przez znajomą znajomej koleżanki innej koleżanki dowiedziałam się o agencji Au Pair in America. 
Postanowiłam zamówię broszurę przez stronę. Skończyło się tak, że przez moje małe umiejętności poruszania się po sieci nie zauważyłam wielkiego, czerwonego napisuZAMÓW BROSZURĘ, ale wybrałam "zarejestruj się"... Przy okazji wybrałam konsultantkę i koniec końców dostałam dwie broszury i zapisałam się na spotkanie informacyjne O.o
Wraz z koleżanką w zamieci śnieżnej dotarłyśmy do Tarnowskich Gór, znalazłyśmy cudem miejsce i w ciągu godziny obie stwierdziłyśmy, że jedziemy!
Gdy jednak odtajałyśmy zaczęły nasuwać się nam pytania...
"Jechać? Zostać na studia? Potem pojechać?..."
Po dłuuuuuuugich rozterkach ja postanowiłam lecieć teraz, a moja koleżanka po studiach.

No i wtedy zaczęły się schody...

  1.  Referencje- minimum 3, opisujące min. 200h opieki nad dziećmi, z podpisami, opisami etc.
  2.  Prawo jazdy... tak... przez nie prawie zrezygnowałam... jednak za 3cim razem UDAŁO SIĘ!(uważam to za mój sukces życiowy, gdyż albowiem był to największy stres połączony ze zrezygnowaniem jaki przyszło mi przeżyć).
  3.  Ze 20 zdjęć opieki nad dziećmi/ z rodziną/ z pieskiem ....
  4.  Zaświadczenia od lekarza, o które trzeba czasem wręcz prosić, a po powrocie do domu okazuje się, że jednak szanowny/a Pan/Pani doktor nie uzupełnił/a właściwie i musisz się wracać....
  5.  Szczepienia, cuda, wianki...
  6.  Zaświadczenia o niekaralności.
  7.  Świadectwo ukończenia szkoły.
  8.  VIDEO!!! :D najwięcej zabawy :)
  9. No i wasze zdjęcie "profilowe"
Wszystko trzeba skanować, wysyłać, dosyłać...
No i potem rozmowa po angielsku z konsultantem, 2 tygodnie czekania na napisanie raportu, 2 tygodnie na zatwierdzenie przez Warszawę, tydzień przez Londyn i...
OTWARCIE ROOMU!!!

Jakoś po rozmowie, w trakcie oczekiwania znudzona ja ujrzałam na najczęściej uczęszczanym portalu, że niedaleko mojego miejsca zamieszkania odbędzie się spotkanie informacyjne z Cultural Care... 
WHY NOT?

No i poszłam.
2 tygodnie później (tak, zanim miałam otworzony room w APiA) otworzyli mi room w CC.

Jak to wyglądało w przypadku CC?

  1.  Spotkanie, na którym od razu miałam rozmowę, dostałam plik dokumentów, które musiałam wypełnić- głównie referencje + dostarczenie dokumentów, które w większości miałam.
  2.  Załatwienie referencji.
  3. Odpowiedzenie na milion pytań na profilu.
  4. Dodanie zdjęć z dziećmi.
  5. Otwarcie roomu.
Potem...
Reszta dokumentów... 
(skany dowodu, paszportu, zaświadczenie lekarskie... moja P.Doktor była zachwycona)

Rodzinkę w CC znalazłam w ciągu tygodnia. 

Po około dwóch tygodniach odezwała się do mnie jedna rodzina z APiA... Mama Polka, dziecko poniżej roku, kolejne w drodze. I kto niby mi na to da wizę? 

Może to tylko moje wrażenia odnośnie tych agencji. Nie mówię, że jestem przekonana tylko i wyłącznie do CC- wiele dziewczyn chwali sobie APiĘ. Ja jednak miałam zgrzyt.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz